Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pracownia pedagogiczna

10 września 2019

NR 35 (Wrzesień 2019)

Jak to naprawdę jest z tymi neuronami lustrzanymi...?

0 29

Fakt: W mózgu człowieka prawdopodobnie istnieją neurony lustrzane. Wiemy o nich jednak jeszcze o wiele za mało, by przypisywać im konkretne funkcje i działania. Jeśli trafimy na rewelacje wiążące ten typ komórek z autyzmem, uczeniem się czy wychowaniem, zachowajmy naukowy sceptycyzm.

Neurony lustrzane to niewątpliwie neuropsychologiczny hit ostatnich lat. Tłumaczy się nimi rozmaite zjawiska psychiczne: naśladownictwo, empatię (bądź jej brak), współpracę, umiejętność przewidywania czyichś zachowań, atrakcyjność interpersonalną, uczenie się, rozumienie mowy, autyzm, uzależnienia, schizofrenię, psychopatię... oraz oczywiście zaraźliwość ziewania. Przyczyniają się do tego niestety także niektórzy neurobiolodzy – przykładem jest charyzmatyczny popularyzator nauki Vilayanur S. Ramachandran, który twierdzi m.in., że neurony lustrzane „ukształtowały cywilizację” – przyspieszyły np. ewolucję naszego mózgu i przyczyniły się do ogromnego skoku cywilizacyjnego ok. 60 tysięcy lat temu. 

Problem jednak w tym, że tak naprawdę nie mamy jeszcze dowodów na to, że neurony lustrzane faktycznie odgrywają we wszystkich tych obszarach jakąś rolę ani też jak bardzo rola ta miałaby być istotna. Co więcej, tak naprawdę nie mamy nawet twardych dowodów świadczących o tym, że neurony lustrzane w ogóle występują w mózgu człowieka! Choć akurat co do tego naukowcy raczej nie mają wątpliwości. Mają je już jednak w odniesieniu do funkcji, jakie pełnią te komórki w naszym mózgu. I dopóki te wątpliwości choć trochę się nie rozwieją, my też powinniśmy zachować rozsądny sceptycyzm.

Neurony lustrzane w szkole?


Niektórzy autorzy twierdzą lub sugerują, że neurony lustrzane odgrywają istotną rolę w procesie uczenia się – nie tylko szkolnej wiedzy, lecz także (a może przede wszystkim) zachowań. Przykładem może być Marzena Żylińska, autorka niesławnej, gruntownie skrytykowanej przez specjalistów Polskiej Akademii Nauk książki Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi. Wokół tego twierdzenia buduje się czasem nawet konkretne zalecenia do pracy z dziećmi i młodzieżą. Co ciekawe, te zalecenia są często same w sobie trafne, np. że trzeba nawiązać z dzieckiem dobrą, bliższą więź, aby chciało nas ­naśladować i dzięki temu również się od nas uczyć. To bardzo dobra rada, bo faktycznie dzieci chętniej i lepiej uczą się od osób, z którymi są związane i które lubią. Czy jednak trzeba mieszać w to neurony lustrzane? Nie, a nawet – nie należy, gdyż naprawdę nie wiemy, czy i w jaki sposób są one zaangażowane w ten proces.

Opieranie słusznych zaleceń na wątpliwych, ale „naukowo” brzmiących podstawach nie jest jeszcze może zbyt niebezpieczne, jednak w żaden sposób też się nam nie przysłuży. Gorzej byłoby już, gdyby ktoś, posługując się argumentem o neuronach lustrzanych, próbował nam przemycić jakieś nietrafne zalecenia lub też coś nam... sprzedać. Jeśli więc trafimy na ofertę poprawienia efektywności nauczania bądź pracy wychowawczej (w tym „wpływania na innych”) poprzez metody oddziałujące na neurony lustrzane, po prostu wyrzućmy ją do kosza. Na obecnym etapie rozwoju badań nad neuronami lustrzanymi żadna taka oferta nie może być rzetelna.

Krótka kariera neuronów lustrzanych


A czym właściwie są te neurony lustrzane? Odkryto je zupełnie niedawno – bo w latach 90. XX wieku. Zaobserwowała je grupa włoskich uczonych pod kierownictwem Giacoma Rizzolattiego obserwujących aktywność mózgów naszych dość dalekich krewnych – makaków. Tym, co interesowało zespół, była tzw. kontrola ruchowa, a więc mechanizm umożliwiający małpom (i ludziom) wykorzystywanie wizualnych cech środowiska w celu nakierowania ruchów na znajdujące się w nim obiekty. A więc np. jak to się dzieje, że widząc piłkę na murawie boiska, jesteśmy w stanie, dzięki wizualnym informacjom o jej kształcie, wielkości i położeniu, wykonać prawidłowe kopnięcie w kierunku bramki.

W trakcie tego projektu badacze zauważyli, że pewna grupa komórek w korze ruchowej tych niewielkich małp aktywizowała się zarówno wtedy, kiedy małpy same wykonywały jakąś czynność, jak i wtedy, kiedy tylko obserwowały, że wykonuje ją ktoś inny. Odkrycie to było zupełnym przypadkiem – aparatura badawcza odnotowała aktywność tych komórek u małp w momencie, kiedy jeden z naukowców sięgnął po przeznaczone dla nich rodzynki. Neurony lustrzane są więc komórkami kory ruchowej mającymi tę właśnie specyfikę, że aktywizują się zarówno wtedy, kiedy to my sami wykonujemy jakąś czynność, jak i wówczas, gdy wykonuje ją ktoś inny lub gdy tylko sobie wyobrażamy, że ją wykonujemy. Jak jednak zauważa rozprawiający się z naukowymi mitami o mózgu Christian Jarrett (2017), taki opis już sam w sobie jest bardzo uproszczony i może być mylący. Badania na małpach pokazują bowiem, że neurony lustrzane to nie jeden, ale różne typy komórek mających różne wzorce aktywności. Są takie, które aktywizują się tylko, kiedy małpa widzi wykonującą dany ruch osobę na żywo, i takie, które reagują również na ruchy pokazane na filmie. Jedne reagują na bardzo wąski katalog gestów czy czynności, inne – na znacznie szerszy. W jednym z badań odkryto neurony wrażliwe na dotyk, które reagowały, gdy małpa widziała, jak inne zwierzę było dotykane w danym miejscu. Są nawet takie komórki, które aktywizują się na sam dźwięk sugerujący jakąś czynność. Inne działają wręcz odwrotnie, niż mogłoby się wydawać, i wykazują tzw. tłumienie lustrzane – ich aktywność maleje podczas obserwowania jakiejś czynności.


W kontekście odczuć bólowych eksperci mówią raczej o „mechanizmach lustrzanych” niż o samych lustrzanych neuronach, choć i tutaj rozróżnienie nie jest jeszcze dość jednoznaczne. Chodzi jednak o mechanizm znany nam z obserwacji – kiedy tzw. macierz bólowa, której funkcją jest przetwarzanie informacji o naszym własnym bólu, aktywizuje się również wtedy, gdy obserwujemy, że ktoś inny doświadczył bólu. Nie odczuwamy go z taką samą czy nawet zbliżoną intensywnością, jest to jednak przez nas zwykle odbierane jako nieprzyjemne.

Istnieją czy nie?


Jak wspomnieliśmy na wstępie, istnienie neuronów lustrzanych udowodniono bez wątpliwości u małp. Dłuższy czas badacze jedynie domyślali się, że powinny one istnieć też w naszych mózgach. Trudno jednak było to zbadać u ludzi, ponieważ umożliwiająca to procedura wymaga... otwarcia czaszki. Procedury nieinwazyjne, takie jak funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI), są ogromnie przydatne w wielu różnych badaniach, ale akurat tutaj okazują się o wiele za mało precyzyjne. Większość badaczy, w tym autor książki Mit neuronów lustrzanych (2016), prof. Gregory Hickok, zgadzała się jednak, że komórki takie powinny istnieć również u człowieka. Wydaje się to po prostu logiczne – zarówno za sprawą naszego ewolucyjnego pokrewieństwa z małpami, jak i faktu, że ludzie też przecież potrafią naśladować zachowania innych, a więc i powinni mieć w mózgu komórki czy struktury, które to umożliwiają.

Pierwsze badanie, które dostarczyło bezpośrednich dowodów istnienia neuronów lustrzanych u człowieka, zostało przeprowadzone dopiero w 2010 r., u pacjentów z diagnozą padaczki. Dziś, blisko dekadę później, nie mamy tych dowodów wcale wiele więcej. Dostarczyli nam ich zwłaszcza Valeria Gazzola i Christian Keysers, dwoje naukowców, którzy właśnie za pomocą fMRI...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy