Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z księgarskich półek

12 września 2019

NR 35 (Wrzesień 2019)

Ewolucja w mieście

0 37

Przyznaję, że na książkę prof. Menno Schillthui­zena czekałem z wytęsknieniem. Sprawa była prosta: jej autor w trakcie procesu powstawania książki dopytywał o wyniki badań mojego zespołu. Podekscytowany zakupiłem pierwszą angielską wersję, zaś później polskie tłumaczenie. Nie zawiodłem się, książka jest po prostu świetna. Warta lektury w oryginale, jak i w tłumaczeniu. Dobrze się czyta, zachowuje zdro­­wy balans pomiędzy zasypywaniem szczegółami a uogólniająca wizją. Wreszcie przynosi przykłady z praktycznie całego świata, a nie ogranicza się wyłącznie jak wiele innych książek zagranicznych autorów do angielskich opłotków i amerykańskich metropolii. 

Słysząc w szkolnych ławach termin ewolucja, albo wzruszamy ramionami, albo zostawiamy materiał na tak zwane później czy w lepszym przypadku wyobrażamy sobie statecznego Karola Darwina, jego długą brodę i rozważania o bardzo długim czasie, w jakim zachodzą jakiekolwiek widoczne dla nas zmiany. Nic z tego, ewolucja dzieje się na naszych oczach, a miasta są jej najlepszym poligonem. Wystarczy wyjść ze szkolnej klasy i popatrzeć. Może warto jednak wcześniej nieco przyjrzeć się wynikom prac badaczy ekosystemów zurbanizowanych? Zdecydowanie, bo naprawdę jest się czym pochwalić. W miastach mieszka już ponad połowa ludzi Ziemi, zajmują one coraz większą powierzchnię, rozpychają się, zmieniając nie tylko nasze ludzkie warunki życia, ale i wielu gatunków roślin i zwierząt. Tutaj zaś panują twarde zasady – przystosowuj się albo giń. I tych gatunków, które zwyciężają, jest całkiem sporo, a przepisów na sukces tyle, ile zwycięskich populacji. Są też przegrani, gatunki wyspecjalizowane, rzadkie. Musimy je jednak na chwilę zostawić w rezerwatach i dużych obszarach chronionych. Sami zaś z Schillthuizenem wyruszmy w miejską podróż – zapewniam, że tak da się zwiedzić praktycznie cały świat! Pierwsze odkrycie będzie prozaiczne – miasta nie są przyrodniczymi pustyniami. Nawet pomiędzy płytkami chodnikowymi i na murach wieżowców tętni życie. Raj dla botaników i entomologów. Mikrobiolodzy nawet wpadają w zachwyt. Ale co z większymi organizmami? Drzewami, ptakami czy ssakami? Czy naprawdę miasta to dla nich wymarzone siedliska? Czy rzeczywiście właśnie urbanizacja sprzyja ewolucji? Okazuje się, że dla wielu gatunków to wręcz wymarzone miejsca. Nigdy w historii nie miały się lepiej niż od czasu, kiedy przystosowały się do życia w wielkim mieście. Tak, być może to zaledwie 1% wszystkich gatunków, ale warto podpatrywać zwycięzców. Komu się udało? 

Na przykład sikorom, które nauczyły się otwierać aluminiowe kapsle od butelek z mlekiem i wyjadać gromadzącą się śmietankę, a zwyczaj ten, niczym epidemia obiegł całe Wyspy Brytyjskie, obecnie zaś inspiruje badaczy do prac nad pamięcią, zdolnościami kognitywnymi, a nawet kulturą zwierząt. Zresztą gatunki korzystające, wśród nich właśnie sikory z karmników, to właśnie wielcy zwycięzcy. Ponadto wrony i inne krukowate, które wraz kolorowymi papugami – aleksandrettami – opanowują miasta. Za ich sukcesami stoi korzystan...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy