Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wakacyjnej książki czar

Artykuły | 1 sierpnia 2018 | NR 28
204

Ponoć statystyczni Polacy bardzo mało czytają. Moje obserwacje przeczą tym badaniom. Jeśli nawet faktycznie nie czytają, to może nie przez brak nawyków, a przez słabą ofertę na rynku? Może wartościowe pozycje są gdzieś głęboko ukryte w zakamarkach księgarń i bibliotek? W wakacyjny czas warto zerknąć i tam, stąd moje rekomendacje.
Wakacje to czas podróży. Kiedyś usłyszałem myśl, która dziwnie utknęła mi w pamięci: rozważania o miejscu rozpoczęcia podróży są zupełnie bezpodstawne, gdyż podróż należy rozpocząć w miejscu aktualnego pobytu. Zatem czas na małe krajoznawstwo i podjechanie do zakątków znacznie mniej znanych miłośnikom historii, geografii czy przyrody Polski. A szkoda, bo warto czasem przyjrzeć się miejscom innym niż te znane z najbardziej popularnych przewodników i internetowych serwisów z rekomendacjami – 100 miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć. Zachęcam do przyjrzenia się położonej w południowej Wielkopolsce dolince małej rzeki – Rowu Polskiego. Dla mnie to podróż sentymentalna, w czasy wczesnej młodości, gdzie z kolegami podziwialiśmy piękno tamtejszej przyrody, a przede wszystkim świat ptaków. Podróże ponoć kształcą wykształconych, a co najmniej dobrze do podróży przygotowanych. W tym pomoże pięknie wydany, ale co najważniejsze po prostu solidnie przygotowany – fantastyczny od strony graficznej, a minimalistyczny, czy może oszczędny, w warstwie tekstowej album autorstwa Adama Stankowskiego U źródeł Rowu Polskiego. Fotograficzne spotkania z ptakami powiatu gostyńskiego. Lubię podejście stawiające Małą Ojczyznę w centrum świata. Takie poszukiwania radości obcowania z przyrodą w różnych godzinach doby, o różnych porach roku. Radość tym większa, że fotografie najczęściej przedstawiają ptaki. Nie portretowe zdjęcia, ale ujęcia w szerszym, środowiskowym, kontekście. Na okładkę trafił błotniak i gęsi, jednak dla mnie bohaterem albumu pozostanie srokosz i dokumentacja jego łowieckich i wypoczynkowych zachowań. Chciałoby się nie tylko wracać do przedstawionych ujęć, ale spakować plecak i jak kiedyś rowerem pojechać na gostyńskie łąki. Czyżby nostalgia była wpisana w zawód przyrodnika?
Troszkę zapewne tak. Potwierdzeniem tego niech będzie wybór drugiej lektury. Tutaj rządzi słowo, choć czarno-białe fotografie są jego pięknym uzupełnieniem. O Białowieży napisano już sporo. Naukowe elaboraty, polityczne przepychanki. Wielu już reaguje na białowieski konflikt alergicznie. Tym bardziej warto spojrzeć na tereny puszczańskie z pewnym oddaleniem i refleksją. Pomoże w tym książka Anny Kamińskiej Białowieża szeptem. Historie z Puszczy Białowieskiej. O tym, że Puszcza ginie, raportował już w 1922 roku wtenczas poczatkujący reporter, a później znany pisarz Józef Mackiewicz. Problemy zaś były, nie przymierzając, zbliżone do dzisiejszych – niszczycielska działalność kornika i masowy wyrąb lasu. Dla mnie rozdział o Mackiewiczu zatytułowany po prostu Reporter stanowi najwspanialszy fragment książki. Jest tam wątek nauki, relacji z szefami w Warszawie, pewna konserwatywna wizja świata, no i rzecz jasna wątek ornitologiczny! Jednak to nie Ptasznik z Wilna jest jedynym bohaterem książki. Jest ich wielu, co rozdział to ktoś inny. Znani artyści, pisarze, naukowcy - „nawołocz”, co w języku miejscowych oznacza przybysza, który dotarł z daleka. Trafiali do Białowieży z różnych powodów, a połączyła ich miłość do tego niezwykłego miejsca i ludzi. Z czasem zapuszczali korzenie, pozostawali na zawsze i stawali się częścią lokalnej wspólnoty. Bardzo zróżnicowanej, pełnej prawosławnych, katolików, Żydów i partyjnych. Drwali i ekologów. Takich co ochronie lasu poświęcali życie i takich, co bezczelnie go niszczyli. Wszyscy jednak związani z Puszczą, nadający Białowieży niepowtarzalną ludzką twarz. Kamińska podsumowuje te lokalne relacje bardzo celnie: Atmosfera szacunku dla drugiego człowieka, emanacja ziemi i przyroda to jest dla mnie Białowieża. Byłoby doprawdy świetnie, gdyby tak naprawdę było i pozostało. Czy ta urokliwa książka może w tym pomóc? Chciałbym. 
Jednak czasem po lekturze chce się przysłowiowo zawyć, ale co gdy słów brakuje? Gdy jest ich mało to nie można mówić prozą. Trzeba poezji i poety. Akurat tak się złożyło, że po latach odnalazłem w szufladzie tomik przyjaciela z l...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy