Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pracownia pedagogiczna

16 lipca 2018

NR 23 (Wrzesień 2017)

Neurodydaktyka w szkole

332

Pojęcie neurodydaktyki w ostatnich latach stało się bardzo popularne. Ile jednak jest w nim prawdy, a ile mitu, i co z naszej wiedzy na temat uczącego się mózgu faktycznie możemy wykorzystać w szkole?

Neurodydaktyka zakłada, że pewne metody i techniki nauczania oraz uczenia się są bardziej efektywne od innych, ponieważ w większym stopniu odpowiadają ukształtowanym w toku ewolucji potrzebom i preferencjom naszego mózgu. Dotychczasowe wyniki badań wydają się bardzo obiecujące, nic więc dziwnego, że zwróciły one uwagę osób związanych z edukacją.

Ludzki mózg jest jednym z najbardziej intrygujących i skomplikowanych dzieł natury. Nic dziwnego, że od lat budzi nasze zainteresowanie. Jednak prawdziwą erupcję fascynacji tym narządem datuje się na ostatnie dziesięciolecie XX wieku, które ogłoszono zresztą w świecie nauki „dekadą mózgu”. To na ten właśnie okres przypada najwięcej przełomowych odkryć dotyczących funkcjonowania mózgu, a w szczególności właśnie mózgu człowieka. Dzięki nim zaczęliśmy lepiej rozumieć procesy uczenia się, przetwarzania informacji, rozwoju i przekształcania się naszego mózgu od okresu prenatalnego, przez narodziny, aż do śmierci.

Obietnice neurodydaktyki

Jednak „lepiej rozumieć” nie oznacza „rozumieć w pełni”. Wciąż bardzo wiele kwestii pozostaje tutaj nieodkrytych lub nierozstrzygniętych i choć od początku „dekady mózgu” wkrótce minie trzydzieści lat, wszystko wskazuje na to, że jeszcze niejedno pokolenie naukowców będzie się głowiło nad tajemnicami naszego umysłu.

Warto pamiętać o tym zwłaszcza wtedy, kiedy trafiamy na kolejne „sensacyjne” publikacje dotyczące zastosowania tzw. neuronauk w praktyce edukacyjnej. Niestety, nie zawsze te rewelacje są zgodne z prawdą, a często obiecują więcej, niż są w stanie spełnić. Wynika to z dwóch zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, fakty naukowe na temat działania mózgu są niezwykle skomplikowane i jako takie trudne do zrozumienia dla osób niewykształconych w tym kierunku. W związku z tym wszelkie popularnonaukowe publikacje na ten temat (tak jak i niniejszy artykuł) są w znacznym stopniu uproszczone; często też zawierają obrazowe metafory, które mają nam pomóc w zrozumieniu danego zjawiska, ale jednocześnie – traktowane zbyt dosłownie – mogą zafałszować jego obraz. W efekcie zbyt uproszczone lub daleko idące mogą być także wyciągane z nich wnioski.

Po drugie, nie brakuje osób, które w mniej lub bardziej celowy i świadomy sposób wprowadzają nas w błąd, bo chcą nam coś „sprzedać”. Tak rozrasta się cały „neurobiznes”, w którym samozwańczy specjaliści od „rozwijania mózgu”, podpierając się neuronaukowymi mitami, oferują nam metody, podręczniki i szkolenia, które mają w niezwykły sposób stymulować mózgi (lub ich konkretne półkule) do rozwoju. Z tego względu bardzo sceptycznie powinniśmy podchodzić do propozycji nawiązujących do tzw. neurolingwistycznego programowania (ta mądrze brzmiąca nazwa odnosi się do pseudonauki bazującej na psychologii, ale w wielu kwestiach niepopartej badaniami), koncepcji tzw. inteligencji wielorakich, różnych „stylów uczenia się” (słynne „jesteś wzrokowcem czy słuchowcem?” – brak naukowych dowodów na istnienie takich różnic) czy bardzo – niestety – popularnej koncepcji kreatywnej prawej i logicznej lewej półkuli mózgu. Ta ostatnia koncepcja bazuje wprawdzie na pewnych prawdziwych spostrzeżeniach; istotnie, niektóre funkcje poznawcze są powiązane z ośrodkami i obszarami mózgu ulokowanymi w określonych półkulach – jednak zarówno nasze procesy umysłowe związane z kreatywnością, jak i z tzw. logicznym myśleniem są na tyle złożone, że wykorzystują potencjał obu półkul mózgowych. Nie mówiąc już o tym, że w rzeczywistości trudno postawić granicę między myśleniem „kreatywnym” i „logicznym”, gdyż często to, co nazwalibyśmy „logicznym wnioskiem” (a więc wnioskiem trafnym), jest efektem krea­tywności, czyli nieszablonowego spojrzenia na analizowany problem.

Przykładem takiej uproszczonej i zbyt wiele obiecującej publikacji jest na polskim rynku wydana w 2013 roku książka dr Marzeny Żylińskiej Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi. Bardzo ciepło przyjęta przez środowiska oświatowe, na początku 2015 roku spotkała się z wręcz miażdżącą krytyką ze strony Komitetu Neurobiologii Polskiej Akademii Nauk. Neurodydaktyce zarzucono przede wszystkim nierzetelność, błędy rzeczowe i właśnie zbyt daleko idące wnioski. W imieniu Komitetu Neurobiologii prof. J. Mozrzymas i prof. A. Wróbel napisali w oficjalnej opinii Komitetu: „Lektura tej książki nasuwa przygnębiającą refleksję, że choć dr Żylińskiej brakuje podstawowej wiedzy w zakresie neurobiologii, o czym świadczą rażące błędy merytoryczne, Autorka stara się wytworzyć w czytelniku przekonanie, że aktualna wiedza w tej dziedzinie osiągnęła już taki poziom, że w oparciu o nią można skutecznie kształtować procesy edukacji. Co więcej, Czytelnik ma odnieść wrażenie, że poglądy Autorki na ten temat, znajdują solidny fundament w neuronauce. Tymczasem niemal połowa tej książki (...) odsłania niedostatki wiedzy Autorki w tym zakresie”.

Przypadek Neurodydaktyki był jednym z głośniejszych, jednak na polskim rynku nie brak innych publikacji o tej tematyce, którym można zarzucić znacznie poważniejsze błędy rzeczowe czy wręcz przekłamania i propagowanie neuroedukacyjnych mitów. Niestety, nie dysponując prawdziwą fachową wiedzą, trudno jest oddzielić ziarno od plew i ocenić, które publikacje są naprawdę wiarygodne. Jeśli więc do tej pory sięgaliśmy po Neurodydaktykę, nie powinniśmy czynić sobie wyrzutów – była to wszak książka polecana nauczycielom przez MEN. Warto jednak zapoznawać się z opiniami środowisk naukowych na temat tego rodzaju publikacji, a także krytycznie podchodzić zwłaszcza do tych „rewelacji”, które proponują proste sposoby „na wszystko” lub bazują na którymś z wymienionych wcześniej mitów dotyczących mózgu.

W obronie książki dr Żylińskiej można ostrożnie powiedzieć, że przynajmniej część zawartych w niej podstawowych tez czy sugestii faktycznie może być zgodna z prawdą. Dotyczy to np. postulatów, by dbać o to, aby nauka była jak najbardziej atrakcyjna, urozmaicona i przyjemna. Badania nad neurobiologicznymi mechanizmami uczenia się dają podstawy, by sądzić, że taka nauka jest skuteczniejsza. Jakie zatem wnioski możemy wysnuć z dotychczas zgromadzonej wiedzy na temat uczącego się mózgu?

Wiedza pomocna w pracy

Wiedza o tym, co sprzyja efektywnemu działaniu mózgowych mechanizmów uczenia się, a co im szkodzi, jest przydatna zarówno w pracy dydaktycznej, jak i wychowawczej. W końcu wychowanie też polega na uczeniu się – m.in. społecznych umiejętności, norm i wartości. Pomińmy w tym miejscu opisy skomplikowanych mechanizmów, które za tym stoją, i skupmy się na samych wnioskach płynących z wyników badań i jednocześnie przydatnych w pracy nauczyciela i wychowawcy.

Wiedza o tym, co sprzyja efektywnemu działaniu mózgowych mechanizmów uczenia się, a co im szkodzi, jest przydatna zarówno w pracy dydaktycznej, jak i wychowawczej. W końcu wychowanie też polega na uczeniu się – m.in. społecznych umiejętności, norm i wartości.

1 Bardzo niekorzystny wpływ na uczenie się ma stres – zarówno długotrwały, chroniczny, jak i krótkotrwały, ostry. Oba te rodzaje stresu wiążą się z uwalnianiem hormonów, które wpływają niekorzystnie na działanie synaps i neuronów, co z kolei skutkuje obniżeniem naszych możliwości poznawczych, zwłaszcza w zakre­sie rozumienia, zapamiętywania i przypo­minania materiału. W sytuacji przedłużającego się stresu hormony te mogą powodować nawet obumieranie neuronów (zwłaszcza w obszarze hipokampa, struktury odpowiadającej m.in. za wyszukiwanie i przyswajanie nowych informacji, ich przechowywanie w pamięci krótkotrwałej oraz przekazywanie do zapamiętania w pamięci długotrwałej, czyli do kory mózgowej), co może prowadzić do względnie trwałych, niekorzystnych zmian w strukturze naszego mózgu. Odbudowanie tych zmian jest możliwe dzięki tzw. neuroplastyczności (czyli zdolności mózgu do samonaprawy i regeneracji), ale wymaga czasu, pracy i sprzyjających warunków (przede wszystkim – wolnych od nadmiaru stresu).
Wniosek płynie z tego taki, że należy minimalizować w szkole zbędny stres (np. stosując przede wszystkim pozytywne metody motywacyjne czy dbając o przyjazną atmosferę podczas odpytywania i sprawdzianów), traktować uczniów indywidualnie również pod względem ich odporności na stres (jest ona w dużym stopniu uwarunkowana czynnikami wrodzonymi i uczniowie mogą znacznie różnić się między sobą pod tym względem), a także uczyć ich radzenia sobie ze stresem.

2 Pozytywne emocje sprzyjają uczeniu się. Badania wskazują, że te informacje, które były zapamiętywane w pozytywnym kontekście emocjonalnym, są zapamiętywane lepiej niż te, którym towarzyszył kontekst negatywny lub neutralny. Wiąże się to z faktem, że pozytywny kontekst silnie pobudza aktywność hipokampa, który jest kluczowy dla zapamiętywania informacji. Jeśli połączymy to z tym, co już wiemy o wpływie stresu, mamy kolejny silny argument za tym, by dbać o jak najlepszą atmosferę w klasie – nie tylko podczas odpytywania, ale przez całą lekcję.

3 Mózg „lubi” to, co nowe, ciekawe i przydatne. Jak już wspomnieliśmy, kluczową rolę w zbieraniu informacji i przekazywaniu ich do kory mózgowej w celu trwałego zapamiętania pełni struktura zwana hipokampem. M. Spitzer nie bez powodu nazywa go „wykrywaczem nowości”. Posługując się dużym uproszczeniem, można powiedzieć, że hipokamp (przy współpracy z innymi strukturami mózgowymi) ocenia każdą docierającą do niego informację, m.in. porównując ją z już posiadanymi zasobami wiedzy. Jeśli okaże się, że dana informacja już się w nich znajduje, hipokamp przestaje się nią „interesować”. Czasem myślimy wtedy „a, już to wiem”, najczęściej jednak nie poświęcamy temu uwagi. Jednak informacje te są oceniane również pod kątem tego, czy są interesujące oraz czy są przydatne. Jeśli okaże się, że tak, hipokamp inicjuje proces utworzenia ich neuronalnej reprezentacji (zapamiętywania). W praktyce oznacza to, że te informacje, które uznaliśmy za ciekawe czy przydatne, są łatwiej zapamiętywane, pozostają „żywe” w naszym umyśle i łatwiej nam jest je sobie przypomnieć.
Widzimy zatem, jak duże niebezpieczeństwo dla efektywnego uczenia się naszych uczniów wiąże się z dość częstym u nich przekonaniem „po co mam się tego uczyć, skoro to mi się do niczego nie przyda”. Jeśli chcemy osiągać lepsze efekty edukacyjne, powinniśmy starać się przekazywać informacje w interesujący, nieszablonowy, nawet zaskakujący sposób, z zastosowaniem różnorodnych metod pracy – tak, by uniknąć rutyny i nudy. Kiedy wprowadzamy nowy temat, warto urozmaicić go ciekawostkami czy anegdotami – będą lepiej zapamiętane, ale mogą też stać się swoistą „kotwicą” czy „pozytywnym kontekstem” dla innych informacji; mogą też zwiększyć ogólny poziom zainteresowania ucznia przedmiotem. Efekt będzie jeszcze lepszy, jeśli sami będziemy zdradzać szczere zainteresowanie omawianym tematem (pasja nauczyciela przynajmniej częściowo może udzielać się uczniom). Warto też w miarę możliwości wyjaśniać uczniom, dlaczego uczą się danego materiału, do czego może on być im przydatny.

Najcenniejszą motywację zewnętrzną dla dzieci stanowią właśnie tzw. nagrody społeczne. Oznacza to, że dzieci chętniej będą uczyły się nie dla ocen, naklejek czy dyplomów, ale dla słów pochwały, dla uznania i sympatii oraz innych dowodów życzliwej uwagi poświęconej dziecku przez lubianego nauczyciela (a także rodziców).

4 Dla uczenia się ważne są relacje społeczne. Do niedawna sądziliśmy, że przyszłość edukacji to nowoczesne technologie, dziś mamy coraz więcej dowodów na to, że zastąpienie nauczyciela komputerem byłoby poważnym błędem. Odpowiadają za to m.in. tzw. neurony lustrzane – specjalny typ komórek nerwowych w naszych mózgach. Umożliwiają nam one empatię, ale też naśladowanie cudzych zachowań, i odgrywają ogromną rolę w procesie uczenia się dzieci od dorosłych przede wszystkim przez naśladownictwo. Co więcej, stwierdzono, że dzieci najchętniej naśladują te osoby, z którymi są związane emocjonalnie. Mogą to być oczywiście rodzice, dziadkowie czy rodzeństwo, ale także lubiany nauczyciel, i jest to jeden z najważniejszych powodów, dla których warto budować pozytywne, przyjazne relacje z podopiecznymi. Co więcej, stwierdzono też, że dla uczenia się znaczenie ma bezpośrednie przebywanie z nauczycielem, możliwość nawiązania z nim kontaktu wzrokowego, wejścia w interakcję. Z badań wynika, że uczenie się w takiej bezpośredniej relacji jest dużo bardziej efektywne niż wtedy, kiedy te same informacje są przekazywane przez osobę nagraną np. na taśmie wideo. Istnieją nawet badania, których wyniki wskazują, że pokazywanie niemowlętom „filmów edukacyjnych” może paradoksalnie opóźniać rozwój ich mowy, podczas gdy czytanie im na żywo go przyspiesza.
Dodajmy jeszcze do tego fakt, że najcenniejszą motywację zewnętrzną dla dzieci stanowią właśnie tzw. nagrody społeczne. Oznacza to, że dzieci chętniej będą uczyły się nie dla ocen, naklejek czy dyplomów, ale dla słów pochwały, dla uznania i sympatii oraz innych dowodów życzliwej uwagi poświęconej dziecku przez lubianego nauczyciela (a także rodziców).

5 Nauczanie jest skuteczniejsze, kiedy przyciąga uwagę i sprawia przyjemność. O tym, że nowe i ciekawe treści zwracają szczególną uwagę hipokampa, już wiemy. Mają one jednak znaczenie także z punktu widzenia możliwości dzieci w zakresie koncentracji uwagi. Czasem myślimy, że dzieciom brak dyscypliny, dlatego zajmują się nie tym, czym w danej chwili powinny. Jednak w rzeczywistości im dziecko młodsze, tym mniejsze są jego umiejętności świadomego koncentrowania uwagi na konkretnym obiekcie czy zajęciu i tym łatwiej je rozproszyć. Umiejętność koncentracji uwagi jest właśnie umiejętnością, a więc musi być wyćwiczona, by działała, jak należy.
Efektywność uczenia się zależy w dużym stopniu od tego, na ile skupiamy naszą uwagę na danym materiale. Pamiętając o tym, warto tak prowadzić lekcje, aby były jak najbardziej angażujące i przyciągające uwagę – nie tylko za sprawą zastosowanych metod, które powinny być ciekawe, angażujące i aktywizujące (włączając w to pracę samodzielną i w grupach), lecz także dzięki interesującym rekwizytom i pomocom naukowym czy też za sprawą samego sposobu mówienia – dynamicznego, z dobrą intonacją, zrozumiałego, uporządkowanego logicznie. Dobrym pomysłem jest wplatanie do swojego wywodu odrobiny humoru.
Ciekawe, angażujące zajęcia, w których trakcie uczeń może nauczyć się czegoś nowego lub pozytywnie się wykazać (odnieść jakiś osobisty sukces), pobudzają w mózgu działanie układu nagrody i w efekcie sprawiają, że nauka jest do...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy