Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pracownia pedagogiczna

16 lipca 2018

NR 23 (Wrzesień 2017)

Neurodydaktyka w szkole

0 55

Pojęcie neurodydaktyki w ostatnich latach stało się bardzo popularne. Ile jednak jest w nim prawdy, a ile mitu, i co z naszej wiedzy na temat uczącego się mózgu faktycznie możemy wykorzystać w szkole?

Neurodydaktyka zakłada, że pewne metody i techniki nauczania oraz uczenia się są bardziej efektywne od innych, ponieważ w większym stopniu odpowiadają ukształtowanym w toku ewolucji potrzebom i preferencjom naszego mózgu. Dotychczasowe wyniki badań wydają się bardzo obiecujące, nic więc dziwnego, że zwróciły one uwagę osób związanych z edukacją.

Ludzki mózg jest jednym z najbardziej intrygujących i skomplikowanych dzieł natury. Nic dziwnego, że od lat budzi nasze zainteresowanie. Jednak prawdziwą erupcję fascynacji tym narządem datuje się na ostatnie dziesięciolecie XX wieku, które ogłoszono zresztą w świecie nauki „dekadą mózgu”. To na ten właśnie okres przypada najwięcej przełomowych odkryć dotyczących funkcjonowania mózgu, a w szczególności właśnie mózgu człowieka. Dzięki nim zaczęliśmy lepiej rozumieć procesy uczenia się, przetwarzania informacji, rozwoju i przekształcania się naszego mózgu od okresu prenatalnego, przez narodziny, aż do śmierci.

Obietnice neurodydaktyki

Jednak „lepiej rozumieć” nie oznacza „rozumieć w pełni”. Wciąż bardzo wiele kwestii pozostaje tutaj nieodkrytych lub nierozstrzygniętych i choć od początku „dekady mózgu” wkrótce minie trzydzieści lat, wszystko wskazuje na to, że jeszcze niejedno pokolenie naukowców będzie się głowiło nad tajemnicami naszego umysłu.

Warto pamiętać o tym zwłaszcza wtedy, kiedy trafiamy na kolejne „sensacyjne” publikacje dotyczące zastosowania tzw. neuronauk w praktyce edukacyjnej. Niestety, nie zawsze te rewelacje są zgodne z prawdą, a często obiecują więcej, niż są w stanie spełnić. Wynika to z dwóch zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, fakty naukowe na temat działania mózgu są niezwykle skomplikowane i jako takie trudne do zrozumienia dla osób niewykształconych w tym kierunku. W związku z tym wszelkie popularnonaukowe publikacje na ten temat (tak jak i niniejszy artykuł) są w znacznym stopniu uproszczone; często też zawierają obrazowe metafory, które mają nam pomóc w zrozumieniu danego zjawiska, ale jednocześnie – traktowane zbyt dosłownie – mogą zafałszować jego obraz. W efekcie zbyt uproszczone lub daleko idące mogą być także wyciągane z nich wnioski.

Po drugie, nie brakuje osób, które w mniej lub bardziej celowy i świadomy sposób wprowadzają nas w błąd, bo chcą nam coś „sprzedać”. Tak rozrasta się cały „neurobiznes”, w którym samozwańczy specjaliści od „rozwijania mózgu”, podpierając się neuronaukowymi mitami, oferują nam metody, podręczniki i szkolenia, które mają w niezwykły sposób stymulować mózgi (lub ich konkretne półkule) do rozwoju. Z tego względu bardzo sceptycznie powinniśmy podchodzić do propozycji nawiązujących do tzw. neurolingwistycznego programowania (ta mądrze brzmiąca nazwa odnosi się do pseudonauki bazującej na psychologii, ale w wielu kwestiach niepopartej badaniami), koncepcji tzw. inteligencji wielorakich, różnych „stylów uczenia się” (słynne „jesteś wzrokowcem czy słuchowcem?” – brak naukowych dowodów na istnienie takich różnic) czy bardzo – niestety – popularnej koncepcji kreatywnej prawej i logicznej lewej półkuli mózgu. Ta ostatnia koncepcja bazuje wprawdzie na pewnych prawdziwych spostrzeżeniach; istotnie, niektóre funkcje poznawcze są powiązane z ośrodkami i obszarami mózgu ulokowanymi w określonych półkulach – jednak zarówno nasze procesy umysłowe związane z kreatywnością, jak i z tzw. logicznym myśleniem są na tyle złożone, że wykorzystują potencjał obu półkul mózgowych. Nie mówiąc już o tym, że w rzeczywistości trudno postawić granicę między myśleniem „kreatywnym” i „logicznym”, gdyż często to, co nazwalibyśmy „logicznym wnioskiem” (a więc wnioskiem trafnym), jest efektem krea­tywności, czyli nieszablonowego spojrzenia na analizowany problem.

Przykładem takiej uproszczonej i zbyt wiele obiecującej publikacji jest na polskim rynku wydana w 2013 roku książka dr Marzeny Żylińskiej Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi. Bardzo ciepło przyjęta przez środowiska oświatowe, na początku 2015 roku spotkała się z wręcz miażdżącą krytyką ze strony Komitetu Neurobiologii Polskiej Akademii Nauk. Neurodydaktyce zarzucono przede wszystkim nierzetelność, błędy rzeczowe i właśnie zbyt daleko idące wnioski. W imieniu Komitetu Neurobiologii prof. J. Mozrzymas i prof. A. Wróbel napisali w oficjalnej opinii Komitetu: „Lektura tej książki nasuwa przygnębiającą refleksję, że choć dr Żylińskiej brakuje podstawowej wiedzy w zakresie neurobiologii, o czym świadczą rażące błędy merytoryczne, Autorka stara się wytworzyć w czytelniku przekonanie, że aktualna wiedza w tej dziedzinie osiągnęła już taki poziom, że w oparciu o nią można skutecznie kształtować procesy edukacji. Co więcej, Czytelnik ma odnieść wrażenie, że poglądy Autorki na ten temat, znajdują solidny fundament w neuronauce. Tymczasem niemal połowa tej książki (...) odsłania niedostatki wiedzy Autorki w tym zakresie”.

Przypadek Neurodydaktyki był jednym z głośniejszych, jednak na polskim rynku nie brak innych publikacji o tej tematyce, którym można zarzucić znacznie poważniejsze błędy rzeczowe czy wręcz przekłamania i propagowanie neuroedukacyjnych mitów. Niestety, nie dysponując prawdziwą fachową wiedzą, trudno jest oddzielić ziarno od plew i ocenić, które publikacje są naprawdę wiarygodne. Jeśli więc do tej pory sięgaliśmy po Neurodydaktykę, nie powinniśmy czynić sobie wyrzutów – była to wszak książka polecana nauczycielom przez MEN. Warto jednak zapoznawać się z opiniami środowisk naukowych na temat tego rodzaju publikacji, a także krytycznie podchodzić zwłaszcza do tych „rewelacji”, które proponują proste sposoby „na wszystko” lub bazują na którymś z wymienionych wcześniej mitów dotyczących mózgu.

W obronie książki dr Żylińskiej można ostrożnie powiedzieć, że przynajmniej część zawartych w niej podstawowych tez czy sugestii faktycznie może być zgodna z prawdą. Dotyczy to np. postulatów, by dbać o to, aby nauka była jak najbardziej atrakcyjna, urozmaicona i przyjemna. Badania nad neurobiologicznymi mechanizmami uczenia się dają podstawy, by sądzić, że taka nauka jest skuteczniejsza. Jakie zatem wnioski możemy wysnuć z dotychczas zgromadzonej wiedzy na temat uczącego się mózgu?

Wiedza pomocna w pracy

Wiedza o tym, co sprzyja efektywnemu działaniu mózgowych mechanizmów uczenia się, a co im szkodzi, jest przydatna zarówno w pracy dydaktycznej, jak i wychowawczej. W końcu wychowanie też polega na uczeniu się – m.in. społecznych umiejętności, norm i wartości. Pomińmy w tym miejscu opisy skomplikowanych mechanizmów, które za tym stoją, i skupmy się na samych wnioskach płynących z wyników badań i jednocześnie przydatnych w pracy nauczyciela i wychowawcy.

Wiedza o tym, co sprzyja efektywnemu działaniu mózgowych mechanizmów uczenia się, a co im szkodzi, jest przydatna zarówno w pracy dydaktycznej, jak i wychowawczej. W końcu wychowanie też polega na uczeniu się – m.in. społecznych umiejętności, norm i wartości.

1 Bardzo niekorzystny wpływ na uczenie się ma stres – zarówno długotrwały, chroniczny, jak i krótkotrwały, ostry. Oba te rodzaje stresu wiążą się z uwalnianiem hormonów, które wpływają niekorzystnie na działanie synaps i neuronów, co z kolei skutkuje obniżeniem naszych możliwości poznawczych, zwłaszcza w zakre­sie rozumienia, zapamiętywania i przypo­minania materiału. W sytuacji przedłużającego się stresu hormony te mogą powodować nawet obumieranie neuronów (zwłaszcza w obszarze hipokampa, struktury odpowiadającej m.in. za wyszukiwanie i przyswajanie nowych informacji, ich przechowywanie w pamięci krótkotrwałej oraz przekazywanie do zapamiętania w pamięci długotrwałej, czyli do kory mózgowej), co może prowadzić do względnie trwałych, niekorzystnych zmian w strukturze naszego mózgu. Odbudowanie tych zmian jest możliwe dzięki tzw. neuroplastyczności (czyli zdolności mózgu do samonaprawy i regeneracji), ale wymaga czasu, pracy i sprzyjających warunków (przede wszystkim – wolnych od nadmiaru stresu).
Wniosek płynie z tego taki, że należy minimalizować w szkole zbędny stres (np. stosując przede wszystkim pozytywne metody motywacyjne czy dbając o przyjazną atmosferę podczas odpytywania i sprawdzianów), traktować uczniów indywidualnie również pod względem ich odporności na stres (jest ona w dużym stopniu uwarunkowana czynnikami wrodzonymi i uczniowie mogą znacznie różnić się między sobą pod tym względem), a także uczyć ich radzenia sobie ze stresem.

2 Pozytywne emocje sprzyjają uczeniu się. Badania wskazują, że te informacje, które były zapamiętywane w pozytywnym kontekście emocjonalnym, są zapamiętywane lepiej niż te, którym towarzyszył kontekst negatywny lub neutralny. Wiąże się to z faktem, że pozytywny kontekst silnie pobudza aktywność hipokampa...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy