Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ekologia

24 lipca 2019

NR 34 (Lipiec 2019)

Arktyczne plaże toną w śmieciach

0 157

Wyobraźcie sobie taką sytuację: Daleka północ, wokół żywego ducha. Rzucacie kotwicę nieopodal jednej z niewielkich niezamieszkałych wysepek położonych w północnej części archipelagu Svalbard. Emocje rosną, bo po kamienistej plaży, na której za chwilę staniecie, spacerowała do tej pory zaledwie garstka ludzi. Wysiadacie z pontonu i co przyciąga Wasz wzrok? Nie morsy, lis, czy – o zgrozo! – niedźwiedź polarny, ale śmieci. Dziesiątki kolorowych kawałków plastiku, którymi usiane jest wybrzeże.

Regiony polarne często określa się jako dziewicze, czyli czyste, w pełni naturalne i wolne od negatywnego wpływu działalności ludzkiej. Przez długie lata faktycznie tak to wyglądało, jednak liczba ludzi na naszej planecie wzrasta, a jedną z konsekwencji tego wzrostu jest coraz większa ilość odpadów. Jeśli potrafilibyśmy odpowiednio nimi gospodarować i na nowo je przetwarzać, nie stanowiłyby prawdopodobnie aż tak wielkiego problemu. Niestety jednak zupełnie sobie z nimi nie radzimy, a w rezultacie śmieci zalewają nas z każdej strony. Można je znaleźć nawet tam, gdzie nie ma ludzi, a to jest już sporym powodem do niepokoju.

Wszędobylski mikroplastik

Kilka tygodni temu jeden z poznańskich blogerów, dr Andrzej Marzec, umieścił w sieci film, w którym różni specjaliści tłumaczyli, czym według nich charakteryzuje się antropocen, czyli najmłodsza epoka geologiczna. Jeden z zaproszonych gości, prof. dr hab. Witold Szczuciński, zwrócił uwagę na fakt, że o konkretnej epoce mówimy wówczas, kiedy geologowie w różnych częściach świata mogą zaobserwować podobny zapis w warstwach skalnych. Profesor Szczuciński zauważył, że jednym z charakterystycznych elementów naszej epoki będzie niewątpliwie mikroplastik, który w dzisiejszych czasach znaleźć można na dnie oceanów, na zboczach wysokich gór czy na odległych polarnych plażach. Mikroplastik to nic innego jak ziarna plastiku o średnicy nieprzekraczającej 5 mm. Takie drobiny znajdują się już wszędzie i każdy z nas przykłada się do ich produkcji. Mikroplastik to nie tylko granulki, które dodawane są do proszków do prania, past do zębów i kosmetyków, ale również efekt rozpadu większych fragmentów plastiku. Jako substancja sztuczna plastik nie ulega rozkładowi (biodegradacji), a jedynie rozpadowi na coraz to mniejsze kawałki. Nawet mikroskopijne cząsteczki plastiku wciąż jednak pozostają plastikiem, a ich faktyczny rozkład może potrwać nawet kilka tysięcy lat! Jest to poważny problem, ponieważ dla zooplanktonu i zoobentosu (czyli maleńkich bezkręgowców żyjących odpowiednio w toni wodnej i na morskim dnie) mikroplastik wygląda zupełnie jak drobinki pokarmu. W rezultacie już od pewnego czasu stanowi częsty składnik ich codziennej diety. Zooplankton i zoobentos jest następnie zjadany przez ryby, ptaki i ssaki morskie, a toksyczne związki z plastiku kumulują się w organizmach największych drapieżników. Negatywny wpływ plastiku nie ogranicza się jednak do mórz, bo to, co tam żyje, regularnie trafia także do naszych żołądków! Tak zataczamy koło od producenta do konsumenta – zarówno na początku, jak i na końcu stoi człowiek.

Rosnącym problemem jest też wpływ mikroplastiku na kluczowy element funkcjonowania ekosystemów lądowych w Arktyce, czyli ptaki. Funkcjonowanie ekosystemów arktycznych (czy, ogólniej rzecz biorąc, polarnych) zależy od produktywności mórz. Ptaki morskie gniazdujące na lądzie żywią swoje pisklaki zooplanktonem i zoobentosem. Pełnią one zatem funkcję wektora łączącego bogate w składniki odżywcze morza z ubogimi w te składniki ekosystemami lądowymi (pisaliśmy o tym w numerze 18 „Biologii w szkole”). Kolonie ptaków pozostawiają na lądzie guano, które użyźnia tundrę, zwiększając biomasę roślin i bezkręgowców. Obecnie jednak morze jest nie tylko źródłem składników odżywczych, ale również – jak już wspominaliśmy – mikroplastiku, który za pośrednictwem ptaków trafia na ląd i którym karmią one swoje młode. Na razie nie ma bezpośrednich dowodów na negatywny wpływ mikroplastiku na przeżywalność piskląt (a w przyszłości – wielkość kolonii i tym samym ilość cennego guana), ale podejrzewamy, że już niedługo nasze obawy zostaną naukowo potwierdzone.

Arktyczne śmietniska

Niestety na wszędobylskim mikroplastiku się nie kończy. Na arktycznych plażach można znaleźć właściwie wszystko, od butelek po napojach i szamponach, przez zabawki i klapki, po plastikowe skrzynki i wielkie zwoje zniszczonych sieci rybackich. Znaczna większość, bo aż 72% śmieci na wybrzeżach wysp arktycznych to właśnie plastik. Jest to tym bardziej problematyczne, że w zimnym i zasolonym środowisku rozkłada się on jeszcze dłużej niż normalnie. W rezultacie wyrzucone przez morze odpady latami zalegają wzdłuż wybrzeży, gdzie stanowią poważne zagrożenie dla zwierząt zamieszkujących te tereny. Kto z nas nie widział przygnębiających zdjęć martwych ptaków z brzuchami pełnymi nakrętek czy reniferów z porożem oplątanym sieciami?

Źródeł plastiku jest kilka. Pierwszy to rzeki z Europy, Azji i Ameryki Północnej, nawet te położone na dużo niższych szerokościach geograficznych. Dzieje się tak dlatego, że rzeki – wraz z odpadami, które niosą – prędzej czy później zawsze wpadają do morza, gdzie prądy morskie przechwytują część śmieci i pchają je na północ, w ślepą uliczkę Arktyki. Pozostałe trafiają na lokalne plaże lub do oceanów, gdzie mogą tworzyć tak zwane plamy śmieci, czyli dryfujące skupiska odpadów. Największa z nich to Wielka Pacyficzna Plama Śmieci znajdująca się na Oceanie Spokojnym, której 99,9% masy stanowi plastik. Należy też pamiętać, że spora część śmieci nie unosi się na powierzchni lub w toni wodnej, lecz opada na dno. Jeśli wydaje Wam się, że nie macie z tym problemem nic wspólnego, bo w Waszej okolicy nie ma akurat żadnej rzeki albo nigdy celowo jej nie zaśmiecacie, musimy Was niestety rozczarować. Większość tego, co wyrzucacie, ma szansę trafić do Arktyki. Jak to możliwe? Wystarczy większy wiatr, żeby śmieci z kosza albo z przejeżdżającej śmieciarki trafiły na ulice, a stamtąd do studzienek i dalej – do rzek. Do rzek trafiają też śmieci, takie jak patyczki do uszu i chusteczki odświeżające, które spuszczamy w toaletach.
 

Fot. 1. Zaśmiecone wybrzeże Svalbardu; autor: Joanna Nawrot (archiwum Fundacji forScience)


Drugie istotne źródło śmieci morskich to rybołówstwo. Plastikowe boje, sieci, sznury, skrzynki, a nawet koła ratunkowe to bardzo częsty widok wzdłuż linii brzegowej Svalbardu. Na Svalbardzie coraz częściej widać też turystów. Niestety nie zawsze szanują oni to, co oglądają, i nie zawsze czują należyty respekt do dzikiej przyrody. W jednym z fiordów na Spitsbergenie po wizycie wycieczkowca pływał telewizor! Na koniec, także i my, czyli naukowcy, mamy swoje za uszami. Na Svalbardzie często natknąć się można na stare plastikowe tyczki do oznaczania lokalizacji czy inne pozostałości sprzętu badawczego. Teoretycznie po zakończeniu pomiarów cały sprzęt powinien zostać uprzątnięty, czasami jednak jeden silny podmuch wiatru potrafi zniszczyć i przetransportować części instalacji naukowych na znaczne odległości. Innymi słowy nikt nie jest tu bez winy.

Należy pamiętać, że Arktyka jest wskaźnikiem kondycji świata. Zanieczyszczenie tak odległego i relatywnie nietkniętego regionu wskazuje, że nasza planeta niekontrolowanie pędzi na plastikowe dno. Czy jesteśmy w stanie wyhamować? Łatwo nie będzie, ale pamiętajcie, że liczy się każda foliowa torebka czy plastikowa słomka, której nie użyjecie, każda kawa, którą wypijecie w filiżance, a nie w plastikowym kubeczku, i każdy pomidor kupiony luzem, a nie owinięty folią na styropianowej tacce.

Na pomoc Arktyce

Zaniepokojeni coraz większą liczbą śmieci zalegających na plażach Svalbardu postanowiliśmy zaangażować w sprzątanie Arktyki naszą fundację (forScience.pl). Projekt, który stworzyliśmy, spodobał się na Svalbardzie na tyle, że otrzymał finansowanie ze środków Svalbard Environmental Protection Fund. W rezultacie już w połowie czerwca ruszyła jego realizacja.

Sørkapp Marine Litter Cleanup rozpisany jest na dwa lata, a prace terenowe odbywać się będą wzdłuż 23-kilometrowego odcinka linii brzegowej najbardziej na południe wysuniętego skrawka Wyspy Spitsbergen. Okolica ta jest częścią ogromnego parku narodowego, dlatego – oprócz zwierząt i ptaków – nikt tam nie mieszka. Goście pojawiają się rzadko, bo transport publiczny i infrastruktura turystyczna w tym rejonie nie istnieją, a transport niepubliczny jest bardzo drogi i całkowicie zależny od warunków pogodowych, które w tym rejonie do najkorzystniejszych nie należą. Ponadto każde badania naukowe, biwak czy trekking wymagają oficjalnego pozwolenia od Gubernatora Svalbardu. Mimo to – jak już się pewnie domyślacie – wybrzeża Sørkappu (a konkretniej Sørkapplandu) usiane są śmieciami. 
 

Fot. 2. Mapa archipelagu Svalbard z zaznaczoną strefą planowanego sprzątania plaż.


Nasz projekt będzie pierwszą tego typu inicjatywą w tym rejonie Svalbardu, a sześcioosobowy zespół – oprócz śmieci – zbierać będzie również dane, które wykorzystane zostaną do opracowań naukowych. Rezultatem naszych działań będzie raport zawierający informacje na temat rodzajów, ilości i rozmieszczenia zebranych przez nas śmieci, a także – w miarę możliwości – ich pochodzenia. Ale to nie wszystko! Przyszłoroczna tura prac terenowych pozwoli nam określić tempo, w jakim wyrzucane przez fale śmieci gromadzą się wzdłuż zachodniego wybrzeża Sørkapplandu, które stanowi pierwszą potencjalną strefę akumulacji odpadów niesionych z Europy do Arktyki przez prądy morskie. Jesteśmy przekonani, że wyniki projektu okażą się przydatne z punktu widzenia zarządzania środowiskiem i badań naukowych, a 23 kilometry wysprzątanej plaży zapewnią nam dużego plusa u przedstawicieli miejscowej fauny.

Przypisy

    Krzysztof Zawierucha

    Jest pracownikiem Zakładu Taksonomii i Ekologii Zwierząt na Wydziale Biologii UAM w Poznaniu. Poza UAM odbył staże naukowe w innych ośrodkach jak np. Instytucie Zoologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, British Antarctic Survey w Cambridge czy Institute of Animal Physiology and Genetics w Czechach. Interesuje się funkcjonowaniem ekosystemów glacjalnych, a w szczególności różnorodnością, ekologią oraz dyspersją niesporczaków czyli największych zwierząt żyjących na arktycznych i antarktycznych lodowcach. Podążając za swoimi zainteresowaniami odwiedził  Spitsbergen, Grenlandię, Islandię, Pireneje, Alpy oraz Kaukaz.

    Krzysztof jest laureatem konkursu FameLab. Jako popularyzator nauki pisuje dla portali popularno-naukowych, daje wykłady na temat wypraw oraz procesów biologicznych i różnorodności życia na lodowcach, a także prowadzi bloga glacier&polar life.

    Barbara Jóźwiak

    Absolwentka Filologii Angielskiej UG, przez lata związana była z edukacją. Obecnie udziela się jako tłumacz, współpracując m.in. z Instytutem Geofizyki Polskiej Akademii Nauk i Wydziałem Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego. Resztę czasu poświęca Fundacji forScience, gdzie odpowiada za szeroko pojęte słowo pisane.

    Adam Nawrot

    Z wykształcenia geograf, pracuje w Zakładzie Badań Polarnych i Morskich w Instytucie Geofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Założyciel Fundacji forScience. Zawodowo i prywatnie związany z rejonami polarnymi oraz górami. Dwa razy zimował w Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie, w tym raz jako kierownik wyprawy.