Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ekologia

5 listopada 2019

NR 36 (Listopad 2019)

Plastikowa Arktyka

200

Wyobraź sobie, że jedziesz na przysłowiowy koniec świata, gdzieś daleko, daleko od Polski. Lecisz samolotem, później płyniesz statkiem, by w końcu wysiąść na ląd w miejscu, do którego ludzie normalnie nie przypływają, gdzie rządzi dzika przyroda. Stoisz na kamienistym brzegu, przyglądasz się lodowcom i górom, aż w końcu spoglądasz pod nogi i co widzisz? Śmieci. 

Fot. 1. Zwój plastikowych pasków używanych na statkach rybackich, które zostały wyrzucone za burtę. Fot. B. Jóźwiak (archiwum Fundacji forScience)

 

Może się wydawać, że to fikcja, jednak to dzieje się naprawdę. Najdalsze zakątki świata usłane są śmieciami, których z każdym dniem przybywa. Jednym z takich obszarów jest Arktyka, a dokładnie archipelag Svalbard, gdzie Fundacja forScience realizuje projekt „Sørkapp Marine Litter Cleanup”. O założeniach projektu oraz problemie śmieci w Arktyce mogliście przeczytać w artykule pod tytułem „Arktyczne plaże toną w śmieciach”, który ukazał się na łamach czasopisma „Biologia w Szkole” w lipcu (nr 30). 

Poprzednio pisaliśmy o planach, a w tym numerze napiszemy, co udało nam się zrobić podczas prac na Spitsbergenie. Porównamy uzyskane wyniki z wynikami innych badaczy i zastanowimy się, skąd śmieci biorą się tak daleko od cywilizacji. 
A więc zaczynamy! 

Svalbard czy Spitsbergen?


Czytając ten artykuł, z pewnością zastanawiasz się, dlaczego raz jest napisane Svalbard, a raz Spitsbergen? Czy to jest to samo miejsce? Gdzie znajduje się na mapie świata? Spitsbergen jest największą wyspą archipelagu Svalbard, położonego na półkuli północnej, daleko za kołem podbiegunowym. Do roku 1920 archipelag nosił nazwę Spitsbergen, a największa z jego wysp znana była jako Spitsbergen Zachodni. Po podpisaniu tzw. Traktatu Spitsbergeńskiego Norwegia przejęła kontrolę nad tym obszarem i zmieniła nazwę archipelagu na Svalbard, a największej wyspy na Spitsbergen. Mimo to po dziś dzień wiele osób posługuje się poprzednią nazwą archipelagu. W rezultacie nazwa Spitsbergen może być rozumiana dwojako, ale w tym tekście zawsze odnosi się do wyspy. 

Geograficznie archipelag Svalbard położony jest po­­między 71 a 80 stopniem szerokości geograficznej północnej (71°–80°N) oraz pomiędzy 10 a 35 stopniem długości geograficznej wschodniej (10°–35°E). Do Bieguna Północnego jest stamtąd tylko około 1100 km. 

Svalbard zamieszkuje około 2,5 tysiąca mieszkańców, z których wiekszość żyje i pracuje w miasteczku Longyearbyen. Piękne krajobrazy przyciągają tysiące turystów, którzy z pomocą firm turystycznych odwiedzają mniej lub bardziej odległe zakątki Svalbardu. Część z nich dociera statkami na południe Spitsbergenu, do Fiordu Hornsund, który jest jednym z najpiękniejszych fiordów nie tylko na Svalbardzie, ale i w całej Norwegii! 

Dalej na południe rozciąga się Sørkappland (w skrócie: Sørkapp) – obszar należący do Parku Narodowego Południowego Spitsbergenu (Sør-Spitsbergen National Park). To właśnie na północnym skraju Sørkapplandu znajduje się stara chata traperska, która służyła nam za bazę, oraz plaże, które stały się celem projektu „Sørkapp Marine Litter Cleanup”. Pomijając Polską Stację Polarną Hornsund, położoną po przeciwnej stronie fiordu, do najbliższego skupiska ludzkiego – rosyjskiego miasta Barentsburg – jest 130 km w linii prostej. 

Ostatnie badania przeprowadzone przez polskich naukowców wykazały, że po wytopieniu się lodowca Hornbreen (położonego na wschodnim wybrzeżu Fiordu Hornsund) powstanie cieśnina, która oddzieli Spitsbergen od Sørkapplandu, tworząc tym samy nową wyspę! To właśnie na północnym skraju tej przyszłej wyspy znajdują się plaże, które stały się celem projektu Sørkapp Marine Litter Cleanup. 

Pomimo że, jak już wspominaliśmy, turyści docierają czasem do Fiordu Hornsund, miejsce, w którym realizujemy nasz projekt, nie jest celem wycieczek. Brzegi usiane są licznymi skałami podwodnymi (zwanymi szkierami), które utrudniają nawigację statków i pontonów, a sam obszar nie należy do najłatwiejszych dla niedoświadczonych piechurów. Dlatego śmiało możemy mówić, że przylądek Palffyodden oraz reszta Sørkapplandu są miejscem odludnym. 


Słów kilka o projekcie, czyli jak z normalnych ludzi staliśmy się arktycznymi zbieraczami śmieci


Z Arktyką, a dokładniej – ze Svalbardem, jesteśmy związani od wielu lat. Prowadzimy tam badania, uczymy się i pracujemy. Uważamy to miejsce za nasz drugi dom, o który należy dbać. W rezultacie każdy śmieć, na który na przestrzeni lat natknęliśmy się na odległych plażach archipelagu, utwierdzał nas w przekonaniu, że musimy zacząć działać. W końcu w naszych głowach zaczął kiełkować pomysł, którego celem miało być posprzątanie zaśmieconych plaż, a także określenie ilości śmieci trafiających w te miejsca w ciągu roku – tak zwane tempo akumulacji śmieci.

W tym roku skupiliśmy się na sprzątaniu. Wybrany przez nas obszar podzieliliśmy na równe odcinki, z których każdy miał kilometr długości i 100 m szerokości. Rodzaj, wagę, a w niektórych przypadkach także pochodzenie zebranych śmieci zapisywaliśmy osobno dla każdego odcinka. W przyszłym roku wrócimy w to samo miejsce i zrobimy dokładnie to samo. Tym razem jednak będziemy mieli pewność, że zbierane przez nas śmieci przypłynęły na Svalbard w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Po posegregowaniu i zważeniu wszystkiego, co zbierzemy z wytyczonych w tym roku sekcji, będziemy wiedzieć dokładnie, ile ich było. Innymi słowy poznamy tempo akumulacji. Prawda, że łatwe?
Z pozoru tak, jednak aby tego dokonać, musieliśmy wszystko zaplanować i przygotować. Organizacja wyprawy zajęła nam prawie pół roku, a ilość pracy i kłopotów, z jakimi musieliśmy się zmierzyć na miejscu, przerosła nasze najśmielsze oczekiwania – a musicie pamiętać, że praca w trudnym terenie to dla nas nic nowego. 

Tegoroczne zbieranie śmieci odbyło się na przełomie czerwca i lipca i trwało 21 dni. Skład wyprawy stanowiło sześć osób: Basia, Adam, Joanna, Monika, Dominik i Jędrzej. Taka ilość osób zapewniała bezpieczeństwo podczas prac w terenie oraz wystarczającą liczbę rąk do pracy (a przy okazji odpowiadała ilości prycz dostępnych w chatce Kapp Horn). 

Mieszkaliśmy w starej chacie traperskiej zwanej Kapp Horn Hytta, położonej na przylądku Palffyodden. Całe zaopatrzenie (takie jak jedzenie, opał, ponton, sprzęt komunikacyjny, narzędzia czy agregat) przypłynęło statkiem ­Horyzont II z Gdyni do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund, skąd musieliśmy przetransportować je na drugą stronę fiordu, na Palffyodden. Mimo że odległość, którą musieliśmy pokonać, to zaledwie 15 km, nie było to wcale tak proste, jak może się Wam wydawać. Wody fiordu Hornsund są bardzo zimne i często wzburzone, zmienne warunki pogodowe utrudniają widoczność i nawigację, a liczne szkiery mogą stanowić spore zagrożenie. Na szczęście w pierwszych dniach naszego pobytu pogoda dopisała i transport poszedł dość sprawnie. Niestety gwałtowne wiatry, które rozhulały się nad okolicą, wkrótce potem uwięziły nas w chacie na ponad tydzień! 

W Arktyce załamanie pogody przychodzi nagle. Wiatr potrafi wiać z siłą huraganu przez kilka dni, a deszcz pada poziomo. W takich warunkach ciężko jest ustać na nogach! Do tego robi się bardzo zimno, nawet w chacie, gdzie utrzymanie temperatury +15°C graniczy z cudem. W promieniu kilkunastu kilometrów nie ma innych domów prócz ruin i grobów osadników sprzed dziesiątek lat. Jesteśmy my i rozwścieczona natura. 

Gdy tylko pogoda na to pozwalała, pracowaliśmy w terenie, sprzątając plaże, zwożąc śmieci pontonem w okolice naszej chatki, segregując na odpowiednie kategorie i ważąc. Wszystkie zebrane przez nas śmieci zostały przetransportowane w połowie lipca do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund, skąd w sierpniu zostały zabrane statkiem Horyzont II do stolicy Svalbardu – Longyearbyen. Miasto odebrało je z portu i przekazało do utylizacji. Udało się! Pierwsza tura czyszczenia arktycznych plaż zakończyła się sukcesem! 
 

Ogrom śmieci


Mimo że cieszyliśmy się z sukcesu, to po podsumowaniu ilości śmieci, które znaleźliśmy na plażach, nie było nam do śmiechu. Z 15-kilometrowego odcinka bezludnej plaży, zebraliśmy 3,7 tony odpadów! Oprócz plastiku, lin, sieci i boi rybackich, których było najwięcej, znaleźliśmy też szkło, metal, gumę oraz… wiele niespodzianek. Ku naszemu zaskoczeniu, często znajdowaliśmy sandały, kalosze, trampki oraz żarówki, które w całości czekały na nas wśród kamieni. Niektóre znalezione przez nas przedmioty były tak duże i ciężkie, że nie byliśmy w stanie ich ruszyć. Jednym z takich przedmiotów była metalowa pława o wadze bliskiej 80 kg. Na szczęście norweskie służby graniczne okazały się chętne do pomocy i obiecały uprzątnąć je...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy