Dołącz do czytelników
Brak wyników

Akademia rozwoju

5 listopada 2019

NR 36 (Listopad 2019)

Słuchaj wroga swego

0 4

Czym są techniki komunikacyjne? A może wcześniej: czym jest komunikacja interpersonalna? To proces przekazywania i odbierania informacji między co najmniej dwiema osobami (lub pomiędzy małą grupą osób), wywołujący określone skutki i rodzaje sprzężeń zwrotnych1. Ta akurat definicja nie obejmuje niebezpieczeństwa, jakie pojawia się w niemalże każdym procesie komunikowania się, a mianowicie niebezpieczeństwa rozbieżności w przekazywaniu i odbieraniu informacji. 

Jeden komunikat, dwa znaczenia 


Mistrz semiotyki Umberto Eco wyróżnia dwa komunikaty: pierwszy – nadawcy i drugi – odbiorcy. Ten sam komunikat jest inaczej interpretowany przez strony w procesie, a odmienności te wynikają z różnic w postrzeganiu świata przez każdą z nich, kontekstu, różnorodności językowej i okoliczności towarzyszących1

Co zatem zrobić, aby rozbieżności pomiędzy komunikatem wypowiedzianym a usłyszanym pojawiały się jak najrzadziej? Jak zapobiec powstawaniu swobodnych interpretacji i spekulacji, a tym samym jak przeciwdziałać potencjalnym sytuacjom konfliktowym, które mogą się w tym miejscu pojawić? 

Przerywany głuchy telefon


Możemy temu zapobiec, stosując parafrazę. To tak jakbyśmy przerwali zabawę w głuchy telefon, nie pozwalając, aby historia, którą usłyszeliśmy i przepuściliśmy przez własne filtry rozumienia, zaczęła żyć własnym życiem. Poza wymierną zaletą, jaką jest porozumienie w rozumieniu treści nadanej, parafrazowanie zmniejsza dystans w kontakcie pomiędzy mówiącym a słuchającym. Uważne słuchanie i powtarzanie własnymi słowami tego, co ktoś powiedział, powoduje, że słuchacz skupia się na treści wypowiedzi, ostrożnie sprawdza poprawność jej rozumienia (piękna to jest metoda!), bada poziom poruszenia emocjonalnego (choć tu można mówić bardziej o odzwierciedlaniu uczuć). Parafrazowanie jest łatwiejsze, gdy rozmawiają przyjaciele lub osoby, które miały już ze sobą kontakt. Łatwiej parafrazować słowa kogoś, kogo świat wewnętrzny jest nam trochę znany. Choć i tu można popełnić błędy, przedwcześnie wyciągając wnioski ze słów osób nam bliskich. 

Świat wewnętrzny nieznajomego jest niedostępny. Stąd zanim postawimy znak równości pomiędzy tym, co słyszymy, a tym, co powinno być słyszane, winniśmy uważnie sprawdzić nasze rozumienie, po to, by przede wszystkim rozeznać się w sytuacji, również emocjonalnej, osoby, która tę sytuację naszym uszom udostępnia.

To, co możemy zrobić dzięki parafrazie, to podarować drugiej osobie czas i skupienie na jej wypowiedzi. Bez doradzania czy opowiadania o podobnych zdarzeniach i przeżyciach, które miały miejsce w naszym życiu.

Efekty i pułapki


Pytałam mówiących, jak się czuli, kiedy ktoś, kto ich słuchał, stosował parafrazę. Odpowiadali, że zwracali uwagę na poczucie bycia wysłuchanym, na starania drugiej strony, aby jak najlepiej zrozumieć sytuację, o której opowiadali. Czy prowadzi to już do rozwiązania problemu? Nie. Ale czy podążając za odsłaniającym się, pomagamy mu zrozumieć siebie i sytuację, w jakiej się znalazł? Czy redukujemy napięcie i stwarzamy płaszczyznę do dalszych rozmów? Tak, zdecydowanie tak. 

Muszę jednak wspomnieć o pu­­­­łapce, w którą można wpaść podczas stosowania wyuczonej parafrazy. Są osoby, które z łatwością zorientują się w sytuacji, gdy parafraza nie służy prowadzeniu rozmowy i nie jest próbą dokładnego zrozumienia punktu widzenia rozmówcy, tylko jest zabiegiem wyuczonym, nienaturalnie używanym, służącym wyłącznie sprawieniu sobie radości z tego powodu, że udało się zastosować ten zabieg komunikacyjny. Poprzez bezrefleksyjne powtarzanie sformułowania: „Rozumiem, że…” możemy zmienić empatyczną relację w relację formalną, nie zawsze wartościową dla stron.

Metoda „Co by tu zmienić, aby…”


Innym zabiegiem służącym przeciwdziałaniu pojawieniu się sporów jest „Co by tu zmienić, aby…”, ­proponowany przez G.M. Prince’a w Group planning and problem-solving methods in engineering, a przytoczony przez Edwarda Nęckę w Treningu twórczości2. Prince proponuje, aby w momencie spotkania się z wykluczającymi się propozycjami rozwiązań, w których jednak znajdują się zalążki ciekawych pomysłów, eksponować najpierw powody, dla ­których dana koncepcja nam się podoba, używając w tym celu sformułowania: „Podoba mi się twój pomysł, aby dzieci same zbudowały sobie szałasy, w których będą nocować, ALE…”. Po takim zabiegu pomysłodawca jest gotowy na konstruktywną krytykę innych aspektów swojego rozwiązania. Zauważmy, że zadając w dalszej części pytanie „…ale co by tu zmienić, aby (i tu wskazujemy słabe strony proponowanego rozwiązania) rodzice tych dzieci zgodzili się na ten pomysł”, zatrzymujemy na chwilę uwagę rozmówcy, a ten zastanawia się nad ukrytą wadą pomysłu, której jego autor mógł wcześniej nie zauważyć. Najmocniejszą stroną pytania „Co by tu zmienić, aby…” jest to, że w żaden sposób nie prowokuje ono do obrony pomysłu. Skłania raczej do dalszych poszukiwań odpowiedzi, które uwzględniłyby korektę proponowanego rozwiązania i usunięcie z niego pierwotnie niezauważonej wady. 

Przed burzą i po burzy… mózgów


Odroczenie krytykowania i skupienie się na generowaniu pomysłów przyświeca innej powszechnie znanej technice rozwiązywania problemów, mianowicie burzy mózgów. W trakcie dyskusji nad problemem, który wbrew błędnemu założeniu dotyczy nie tylko większej grupy ludzi, jej uczestnicy pracują nad znalezieniem optymalnego rozwiązania. 

Alex Osborn3, pomysłodawca tej metody, wychodził z założenia, że proces analitycznego wychodzenia z problemu należy podzielić na dwie fazy. Pierwsza faza, nazywana fazą zielonego światła, jest przewidziana na niespieszne generowanie rozwiązań. Ale, ale… zielone światło wyłącza możliwość odnoszenia się do zgłaszanych propozycji. Druga faza, czerwonego światła, to zgłaszanie zastrzeżeń i wątpliwości. Następuje po zebraniu od wszystkich uczestników pomysłów, przed zgłaszaniem których powstrzymywali się na etapie generowania pomysłów. Co Osborn chciał dzięki temu osiągnąć? Chciał uniknąć przedwczesnego zabijania całych pomysłów czy idei, których niektóre tylko elementy były niedoskonałe, a które nie miały szansy się pojawić ze względu na czujność zewnętrznego (pozostałych osób włączonych w dyskusję) bądź wewnętrznego cenzora. 

Sensownym zabiegiem wydaje się włączenie na etapie czerwonego światła (fazy zgłaszania zastrzeżeń i wątpliwości do pomysłów) pytania „Co by tu zrobić…”. Pomoże ono zawiesić dyskusję o rozwiązaniach na poziomie niesłabnącej uwagi. 

 

 

Nieosobiste punkty widzenia 


Jeśli wydaje się, że nic już nie może pomóc, a jeden z rozmówców upiera się przy swoim pierwot­nym sposobie patrzenia na daną spra­­­­wę, nie wykazuje chęci wyjścia naprzeciw ani woli wzajemnego parafrazowania, uzgodnienia walorów i błędów danej idei, szukania rozwiązań, kiedy już zupełnie nic nie działa, z pomocą może przyjść spojrzenie na sprawę z nie swojego krzesła czy też z INNEGO PUNKTU WIDZENIA. 

Metoda ta, nierzadko stosowana podczas mediacji, ma pomóc stronom będącym w konflikcie w lepszym rozumieniu punktu widzenia innej osoby, co wcale nie musi oznaczać zgadzania się z jej stanowiskiem. Ale wyobraźmy sobie trzecią stronę w tym konflikcie. Może nią być nie tylko mediator, ale też neutralna osoba ingerująca w konflikt (jeśli osoby w nim uczestniczące wyrażą na to zgodę). Zachęcanie do spojrzenia na sprawy z perspektywy drugiej osoby (z którą jest się w konflikcie) pozwala (czasem) na lepsze jej zrozumienie. A w konsekwencji – jeśli mamy w planach nie tylko sytuacyjną pracę z tą metodą – również nauczenie szacunku dla wszelkich odmienności. 

Jak metodę innej perspektywy wcielić w życie? Jak ją stosować podczas codziennych konfliktowych sytuacji, które pojawiają się w szkołach? Należy na moment zatrzymać strony zaciekle walczące o rzecz lub uwagę i korzystając ze słów: „Jak byś się czuł, gdybyś…”...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy