Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ze świata zoologii

23 sierpnia 2018

NR 15 (Maj 2016)

Czy jaszczurki obronią nas przed kleszczami?

0 191

A dokładniej rzecz ujmując, przed przenoszonymi przez nie chorobami, np. groźną boreliozą. Mamy coraz więcej dowodów, aby na to pytanie odpowiedzieć twierdząco. Okazuje się bowiem, że część gospodarzy kleszczy powoduje zmniejszenie występowania drobnoustrojów chorobotwórczych w ich populacjach. Naukowcy zaczęli niedawno poznawać, jakie mechanizmy do tego doprowadzają, a swój wkład w badania mają również polscy naukowcy.

Mali giganci

Wszyscy kojarzymy roztocza raczej z niewidocznymi gołym okiem organizmami żyjącymi w kurzu. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że do tej grupy należą także kleszcze, których na świecie występuje aż 860 gatunków. W naszym kraju spotykamy tylko 30, spośród których 19 gatunków jest rodzimych, a 11 tylko okazjonalnie zawlekanych z krajów ościennych. Większość gatunków jest jednak rzadko spotykana i często związana tylko z określoną grupą zwierząt, np. kleszcz Ixodes hexagonus, który spotykany jest prawie wyłącznie na jeżach. Dla ludzi największe zagrożenie stanowi blisko z nim spokrewniony kleszcz pospolity (I. ricinus), który jest jednocześnie najliczniejszym kleszczem Europy i  występuje na obszarze prawie całego kontynentu. Gatunek ten jest pokarmowym oportunistą, czyli może pożywiać się na dowolnym gatunku kręgowca, a kleszcza tego możemy znaleźć na naszych psach i kotach, gryzoniach, jaszczurkach, ptakach i co najgorsze, także na nas samych. Aby rozmawiać o niebezpieczeństwach dla naszego zdrowia związanych z kleszczami, trzeba najpierw poznać biologię tych pajęczaków.

Kleszcze pospolite wylęgają się ze złożonych na ziemi bądź roślinności jaj i rozpoczynają życie jako larwy, które są bardzo małych rozmiarów (poniżej 1 mm), a ich cechą charakterystyczną jest obecność tylko trzech par odnóży krocznych. Larwy wspinają się na niskie rośliny i oczekują na możliwość przedostania się na żywiciela, którym najczęściej jest  gryzoń lub jaszczurka. Ofiarę wykrywają za pomocą specjalnych detektorów – narządów Hallera – znajdujących się na pierwszej parze odnóży. Pozwalają one kleszczom wykrywać wydzielane przez kręgowce dwutlenek węgla oraz ciepło. Gdy larwy znajdą się już na swoim gospodarzu, zaczynają żerowanie. Kleszcze są ektopasożytami, co oznacza, że żywią się tkankami (w tym przypadku krwią) innych zwierząt, przytwierdzając się na pewien czas do ich skóry. Wypita krew jest im potrzebna do rozwoju i przeobrażenia się w kolejne stadium rozwojowe. Czas żerowania larwy wynosi około 3 dni. Po tym okresie larwa odczepia się od żywiciela, spada na ziemię i dokonuje metamorfozy w drugie stadium nazywane nimfą. Nimfy mają już 4 pary odnóży i są dwukrotnie większe od larw. W takim sam sposób jak wcześniej larwy, trafiają na żywiciela, piją jego krew przez około 5 dni, po czym znów spadają na ziemię, gdzie dochodzi do metamorfozy. Tym razem po przemianie możemy już rozróżnić płeć kleszcza, ponieważ mamy do czynienia z dorosłym osobnikiem gotowym do rozrodu. Dorosłe kleszcze mają około 3 mm długości, a samicę możemy rozpoznać po obecności czerwonej końcówki opistosomy (tak u roztoczy nazywamy część ciała odpowiadającą odwłokowi innych pajęczaków), która jest rozciągliwa. Cecha ta związana jest z faktem, że samice po raz trzeci w swoim życiu pożywiają się krwią, a czynią to najczęściej na ssakach z rodziny jeleniowatych. Nie oznacza to, że samce nie muszą szukać gospodarza – one także wchodzą na te same zwierzęta co samice, lecz jedynie w celu odnalezienia partnerki i kopulacji z nią. Po pożywieniu się, które może trwać nawet tydzień, samice osiągają prawie centymetr długości ciała i są praktycznie całe wypełnione przetrawioną krwią, a także rozwijającymi się tysiącami jaj które następnie składają na ziemi lub roślinności. Tak oto zamyka się cykl rozwojowy tego roztocza.

Niebezpieczne kleszcze

Dlaczego jednak kleszcze stanowią aż takie zagrożenie dla naszego zdrowia? Przecież te kilka mililitrów krwi, które wypijają podczas żerowania, jest niezauważalną stratą dla gospodarza. Problem leży jednak w organizmach o wiele mniejszych od samych kleszczy. Roztocza te są bowiem gospodarzami licznych pierwotniaków, bakterii i wirusów, spośród których wiele powoduje groźne choroby, gdy dostanie się do układu krwionośnego kręgowców. Czasami zdarza się, że także samo wkłucie się kleszcza spowoduje silną reakcję obronną organizmu. Zjawisko to jest jednak bardzo rzadkie. W klimacie umiarkowanym najgroźniejszymi oraz najczęściej występującymi patogenami odkleszczowymi są Gram-ujemne bakterie należące do rodzaju Borrelia. Wywołują one chorobę nazywaną boreliozą, która dotyka rocznie kilku tysięcy Polaków. Aby doszło do zakażenia, człowiek musi zostać ugryziony przez kleszcza, a jego żerowanie nie może trwać krócej niż około 48 godzin, ponieważ dopiero po takim czasie bakterie są w stanie przedostać się z jelita pajęczaka do jego przełyku i dalej do krwioobiegu gospodarza. Po zakażeniu następuje namnażanie bakterii i ich podróż po całym organizmie wraz z prądem krwi. U około jednej trzeciej pacjentów dochodzi do powstania w miejscu ugryzienia skórnej reakcji zapalnej, tzw. rumienia wędrującego, który wskazuje jednoznacznie na zakażenie boreliozą. Niestety u większości osób początkowe zakażenie przebiega bezobjawowo lub daje nieswoiste objawy grypopodobne, wskutek czego choroba pozostaje nierozpoznana. Krętki (do tej grupy należą bakterie borelii) licznie umiejscawiają się w tkance łącznej, szczególnie w stawach, a także potrafią przekroczyć barierę krew-mózg i zainfekować centralny układ nerwowy. Pełne objawy boreliozy mogą wystąpić dopiero po okresie wielu miesięcy, a czasem nawet lat po zakażeniu. Najczęściej są to stany zapalne stawów, skóry, a także opon mózgowych, a w przypadku rozwinięcia się tzw. neuroboreliozy, objawy ze strony układu nerwowego, w tym zaburzenie funkcji poznawczych i pamięci.

Leczenie boreliozy opiera się na czterotygodniowej antybiotykoterapii, która przeprowadzona niedługo po infekcji przynosi pełne wyleczenie. Ponieważ często choroba pozostaje nierozpoznana, późne rozpoczęcie leczenia utrudnia uzyskanie pełnego wyleczenia i choroba przybiera postać przewlekłą. Obecnie nie istnieje szczepionka, która mogłaby być stosowana u ludzi, choć intensywnie trwają prace nad jej opracowaniem. Jeden środek był już dostępny pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, lecz został wycofany z powodu wywoływania groźnych skutków ubocznych. W związku z tym obecnie najlepszą bronią w walce z boreliozą jest profilaktyka, a zatem unikanie kontaktu z kleszczami. Ważne jest również wczesne rozpoznawanie choroby po infekcji. Okazuje się, że profilaktyka może dotyczyć też utrzymywania w dobrym stanie środowiska, w jakim żyją kleszcze i ich gospodarze, co jest obecnie przedmiotem intensywnych badań.

Efekt rozcieńczenia

Jeszcze do niedawna panował pogląd, że większa liczba zwierząt w środowisku zwiększa liczebność kleszczy oraz zagrożenie przenoszonymi przez nie chorobami. Zmieniło się to za sprawą wyników badań opublikowanych na początku XXI wieku przez zespół Richarda Ostfelda – amerykańskiego ekologa i parazytologa. Opisano w nich model nazywany „efektem rozcieńczenia” (ang. di­lution effect), który wiąże bioróżnorodność środowiska z prewalencją (procentową częstością występowania) patogenów odwektorowych. Hipoteza ta wskazuje, że większa liczba gospodarzy pasożytów powoduje mniejszą częstość występowania przenoszonych przez nie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy