Dołącz do czytelników
Brak wyników

Twarzą w twarz

19 września 2018

NR 11 (Wrzesień 2015)

Najważniejsze to rozpalić pasję

0 23

„…niezależnie, czy słuchaczami są przedszkolaki, 
czy dorośli, należy zawsze mówić do nich tak, 
żeby zrozumieli. To nie znaczy, że trzeba używać najprostszych słów. To znaczy mówić tak, jakby samemu chciało się te informacje usłyszeć”.

O swojej pasji, sukcesach i  skutecznych metodach przyrodniczej edukacji dzieci i młodzieży rozmawiamy z Panią dr Magdaleną Jarzębowską, współwłaścicielką i pomysłodawczynią JAKU 
– edukacji przyrodniczej dla dzieci i młodzieży. 

Jaką formę mają prowadzone przez Panią zajęcia? Którą z form Pani preferuje oraz które formy są najkorzystniejsze dla poszczególnych grup wiekowych?

Moje zajęcia to interaktywne warsztaty. I nie chodzi tu o nie wiadomo jakie pomoce naukowe, efekciarskie urządzenia. Chodzi o to, żeby uczniowie jak najwięcej myśleli samodzielnie i jak najwięcej własnoręcznie robili. Ta sama zasada dotyczy zarówno najmłodszych, jak i najstarszych. Oczywiście pomoce dydaktyczne posiadamy, ale wiele z nich jest mojego autorstwa i wykonuję je sama w domu. To naprawdę nie musi być sekwenator czy maszyna do PCR. Najważniejsze to rozpalić pasję, ciekawość, tak aby uczeń sam chciał pojechać tym pociągiem w nieznane i odkryć, co jest na końcu drogi. Z młodszymi słuchaczami warsztaty muszą być na pewno bardziej dynamiczne. Właściwie na wszystkich zajęciach stosujemy zabawy ruchowe, zadania, zagadki, prace plastyczne. Co nie znaczy, że uczniowie z liceum nie lubią się bawić w czasie zajęć. Pamiętam bardzo udane zajęcia z licealistami, na których dramą omawialiśmy temat przeszczepów. Wszyscy bardzo chętnie wcielali się w swoje role i sporo z takich zajęć wynieśli. W każdym razie mam wrażenie, że nie ma metod idealnych i niezawodnych, które można tak po prostu przypisać do danej grupy wiekowej. Na pewno sprawdza się stara maksyma, że im więcej uczeń na własne oczy zobaczy, im więcej dotknie, im więcej sam wymyśli, tym więcej zapamięta. I jeszcze jedno – wydawałoby się banalne, a chyba najczęściej zapominane i przez nauczycieli, i przez mówców w ogóle – niezależnie, czy słuchaczami są przedszkolaki, czy dorośli, należy zawsze mówić do nich tak, żeby zrozumieli. To nie znaczy, że trzeba używać najprostszych słów. To znaczy mówić tak, jakby samemu chciało się te informacje usłyszeć. 

Moje wyobrażenia o pracy z najmłodszymi są takie, że trudno zapanować nad ich zachowaniem, a jeszcze trudniej zainteresować je tematem zajęć. Jakie ma Pani metody na najmłodszą, ale za to najbardziej wymagająca grupę uczniów? W jaki sposób można zwrócić ich uwagę na tyle, aby nie tylko były grzeczne, ale przy tym jak najwięcej zapamiętały ze spotkania?

Praca z małymi dziećmi wymaga więcej aktorstwa. Nie można się wstydzić, bać ośmieszenia. Trzeba być gotowym na udawanie biedronki polującej na mszyce, tańczącego dinozaura czy ładunków w baterii. Częściej na bieżąco trzeba improwizować, szczególnie jeśli widzimy, że dana metoda się nie sprawdza. A informacje o tym, co się podoba, a co nie, otrzymujemy natychmiast. Dzieci są bardzo szczere. Trzeba też na pewno posługiwać się językiem zrozumiałym dla najmłodszych. To nie znaczy, że trzeba im wiedzę bardzo upraszczać – przeciwnie, trzeba mówić prawdę: o atomach, komórkach itd. Tylko stosując porównania ze świata dzieci. Na przykład, że płuca to taka autostrada zakończona nieprzejezdnymi bramkami i że czerwone krwinki to takie ciężarówki, które wjeżdżają do płuc...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy