Dołącz do czytelników
Brak wyników

Pracownia pedagogiczna

20 czerwca 2018

NR 27 (Maj 2018)

Wymagania które rozwijają

0 234

Jak stawiać przed dziećmi oczekiwania i wymagania, aby wspierać ich rozwój, a nie podcinać im skrzydła? To ważne pytanie, na które odpowiedzieć powinni sobie rodzice, nauczyciele, ale także osoby odpowiedzialne za kształtowanie systemu oświaty.

Rozwijające się dzieci mają ogromny potencjał. Od naj­­młodszych lat zdecydowana większość z nich chłonie wiedzę o świecie jak gąbka i wykazuje ogromną ciekawość poznawczą. Trudno się temu dziwić – dziecięce mózgi są jak zaprogramowane do uczenia się i wszechstronnego rozwoju (Hüther i Hauser, 2014; Spitzer, 2012). Dorosłym opiekunom przypada rola przewodników przez świat – naszym zadaniem jest wspierać dzieci w odkrywaniu i rozwijaniu ich talentów, a także wskazywać im to, na czym szczególnie powinny się skupić, co będzie ­ważne w ich dalszym życiu, a więc powinny to umieć.

Wymagania a motywacja do nauki

Częścią tego „programu” jest bardzo silna u dzieci wewnętrzna motywacja do tego, by się uczyć (Hüther i Hauser, 2014; Spitzer, 2012; Covington i Teel, 2004). Kilkulatków w zasadzie w ogóle nie trzeba zachęcać, by poszerzały swoją wiedzę – o ile nie wydarzyło się nic, co zakłóciło ich naturalny rozwój, one same tego chcą. Z tego też powodu zdecydowana większość dzieci wchodzących w wiek szkolny chce iść do szkoły i ma wysoką motywację do nauki. I jest to motywacja najcenniejsza, bo wewnętrzna, a więc wynikająca z osobistych pragnień, a nie dążenie do zewnętrznych nagród czy unikania kary.

Mimo to u wielu dzieci szkolnych z czasem ta motywacja wewnętrzna słabnie i jest w coraz większym stopniu zastępowana zewnętrzną. G. Hüther i U. Hauser, autorzy książki poświęconej wrodzonym talentom dzieci, są zdania, że winne temu jest właśnie to, że w domu i szkole dzieci są nieustannie oceniane, nagradzane i karane za swoje postępy w nauce (lub ich brak). To powoduje, iż zaczynają czuć, że uczą się nie dla siebie, ale po to, by spełnić oczekiwania innych.

Z drugiej strony dla dzieci naturalnym motywatorem do określonego działania jest pragnienie zaspokojenia oczekiwań rodziców i innych ważnych dorosłych (zwłaszcza lubianych nauczycieli). Dzieci chcą, byśmy byli z nich zadowoleni i dumni, żebyśmy je doceniali i zauważali ich starania. Wynika to z ich ewolucyjnych uwarunkowań – potrzebują miłości i opieki dorosłych, starają się więc na nie „zasłużyć”.

Fakt ten ma różne konsekwencje. Z jednej strony właściwe stawianie dzieciom wymagań przez dorosłych może stymulować ich rozwój, pomagać im wydobyć z siebie to, co najlepsze i najbardziej wartościowe czy przydatne w życiu. Z drugiej zaś – niewłaściwe stawianie wymagań może zahamować lub utrudniać rozwój dziecka, prowadząc do różnych negatywnych konsekwencji. I dzieje się tak zarówno wtedy, kiedy wymagania wobec niego są nadmierne, jak i kiedy są niedostateczne. Jak również wtedy, gdy są niewłaściwie egzekwowane.

Samoutrudnianie polega na takim organizowaniu swojej pracy, żeby ją sobie utrudnić, a nie ułatwić, i jego celem jest stworzenie sobie możliwości wyjaśnienia przyczyn porażki w kategorii obiektywnych zewnętrznych przeszkód, a nie wewnętrznych cech czy kompetencji. 

Co może pójść nie tak?

Jeśli dziecku stawia się wymagania, które przekraczają jego możliwości (lub nie przekraczają ich, ale ono tak sądzi, bo nie wierzy w siebie), może to mieć katastrofalne konsekwencje. Część dzieci w takiej sytuacji będzie stosowała różne strategie wycofywania się z działania (Covington i Teel, 2004). Mogą one po prostu przestać się udzielać – zrezygnować z uczestnictwa w zajęciach np. poprzez rezygnację z pracy na lekcji lub nawet wagarowanie. Mogą też pozorować swoje wysiłki (jedynie udawać, że się starają) lub stosować różne ­strategie tzw. ­samoutrudniania, np. zwlekać z roz­poczęciem starań. Samoutrudnianie polega na takim organizowaniu swojej pra­­-
cy, żeby ją sobie utrudnić, a nie ułatwić, i jego celem jest stworzenie sobie możliwości wyjaśnienia przyczyn porażki w kategorii obiektywnych zewnętrznych przeszkód, a nie wewnętrznych cech czy kompetencji. Innymi słowy, dziecko może powiedzieć sobie „nie zrobiłem tego, bo było za mało czasu”, zamiast „nie udało mi się, bo brak mi umiejętności/jestem głupi”.

Podkreślmy, że dzieci nie robią tego z rozmysłem, z reguły wówczas nie cieszą się też, że nas „oszukały” i uniknęły pracy. Najczęściej tak naprawdę są przygnębione, rozczarowane i pełne zwątpienia w siebie, choć zdarza się, że na pokaz okazują lekceważenie wobec naszych wymagań i szkolnych obowiązków – to mechanizm obronny, przybieranie maski, próba przekonania świata i samego siebie, że „nie jestem głupkiem, po prostu olewam szkołę”.

Inne dzieci z kolei, zwłaszcza te bardzo ambitne lub takie, które za wszelką cenę chcą zaspokoić oczekiwania rodziców lub zwrócić na siebie ich uwagę, „zasłużyć na miłość”, będą tak długo starały się sprostać stawianym przed nimi zbyt wygórowanym wymaganiom, aż je to wypali. Na to zjawisko zwraca uwagę niemiecki profesor psychiatrii dziecięcej M. Shulte-Markwort w swojej niedawno wydanej książce (2017). Ten doświadczony specjalista zauważył, że rośnie liczba dzieci z objawami klasycznego zespołu wypalenia zawodowego (ang. burnout syndrome), dotychczas kojarzonego z dorosłymi, przeciążonymi pracownikami. Autor opisuje przypadki wypalenia i wynikającej z niego depresji u dzieci oraz młodzieży i zwraca uwagę na ich alarmująco rosnącą liczbę. Zauważa też, że problem ten nie wynika tylko z wymagań, jakie stawiają dzieciom rodzice i nauczyciele, ale wskazuje przyczyny również w całym systemie oświaty (którego wymagania są nadmierne), a także w ogólnej społecznej presji sukcesów i osiągnięć.

A co z wymaganiami niedostatecznymi, kiedy dziecko jest zniechęcane do nauki lub zostawiane samo sobie? Albo w rodzinach nadopiekuńczych, które nie wspierają dziecka w samodzielnym funkcjonowaniu lub próbują chronić je przed zupełnie normalnym poziomem wymagań i dyskomfortu (stresu), zamiast uczyć je stawiania im czoła? W takiej sytuacji motywacja dziecka do starań spada, jego potencjał nie jest w pełni wykorzystany, jego talenty wręcz zaprzepaszczone. Dziecko traci wiarę w siebie i swoje możliwości, czuje się bezradne i nieskuteczne.

Są wreszcie i takie sytuacje, kiedy wymagania są dziecku stawiane adekwatnie do jego możliwości, ale dziecko nie jest właściwie motywowane, np. jest zmuszane do nauki, nie docenia się jego starań i osiągnięć (traktuje się jako coś „oczywistego”) lub w ogóle się go nie zachęca (są to dzieci zaniedbywane wychowawczo). W takiej sytuacji dziecku trudniej jest sprostać wymaganiom, a jeśli nawet mu się to udaje, ponosi ono inne, poważne konsekwencje psychologiczne mogące skutkować zaburzeniami również w życiu dorosłym.

Ten ostatni postulat jest szczególnie ważny, bo coraz częściej zdarza się nam o nim zapominać. Nie chodzi tylko o to, aby wymagania z zakresu matematyki, polskiego, WF-u i zachowania były dobrze dobrane do możliwości dziecka, ale też by kumulując się, nie dawały ­przytłaczającego efektu. Bo może być tak, że są adekwatne do dziecięcych możliwości każde z osobna, ale wszystkie na raz to już zbyt wiele. Problem ten jest...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Biologia w Szkole"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy